Patron rogaczy

Z kolei Eduardo Fernandes zdecydował się przysposobić syna swojej niewiernej żony, choć wszyscy w miasteczku doskonale wiedzieli, że puszczała się swego czasu ze sprzedawcą warzyw. Śmiano się nawet z niego: że od tej pory patronem Eduardo zostanie święty Józef - "patron rogaczy"- jak żartowano. Chyba stało się tak faktycznie, bo Eduardo zaczął żyć przekonaniem, iż jeśli chodzi o macierzyństwo, kobiecie natura nie pozostawia zbyt wiele wyboru, jednak ojcostwo, w przypadku mężczyzny - za którego Eduardo chciał się nadal uważać choć nie wszystkiemu mógł sprostać...- jednakże ojcostwo było zawsze i w każdym przypadku sprawą li tylko wyboru - było wynikiem decyzji, która w konsekwencji spychała człowieka w niebyt. Tak, wkrótce taki mężczyzna stawał się smukłą sylwetką krajobrazu, śladami odciśnìętymi w piasku, które tuż za furtką domostwa kierowały się w stronę lasu by zniknąć, ale nie na zawsze jak to zgodnie z naturą być powinno, tylko zniknąć po to by wrócić i wypełnić kolejny szereg wymagań, zobowiązań i należności.
Jedno pytanie pozostawało dla niego wciąż otwarte, a mianowicie: ile przed nim jest jeszcze niemoralnych czynów do, których nie ma już prawa? Czy może jednak odpowiada jeszcze trochę, tylko i wyłącznie za siebie?

"Eduardo to dobry człowiek" - powtarzała między sobą całkiem spora grupa starszych kobiet w miasteczku i przebierała w jędrnych pomidorach na straganie. "To dobry człowiek" - wtórowało im echo, bielone ściany budynków i sucha droga w stronę lasu.


Koniec Buenos Aires

Javier (czyt. Hawier) poczuł się odpowiedzialny, żeby namawiać swojego dobrego przyjaciela, aźeby ten powrócił na uczelnie i ukończył przerwane studia. Kiedy zakończył tyradę otrzymał zapłatę, odpowiedz:
- Wiesz mój drogi... - rozpoczął namawiany przezeń kolega - Trudno by mi było znaleźć teraz tyle determinacji i tyle wiary ludzkość, żeby podjąć tak ogromny wysiłek. Nie potrafię też oprzeć się wrażeniu, że większość z rzeczy, których do tej pory uczyłem się to zbiór użytecznych bzdur, dzięki którym można jakoś utrzymać się w tym, w gruncie rzeczy skromnym miejscu.
Nie zrozum mnie źle. Nie mówię o tym, że to mało, źe dzięki temu nie mogłem pełniej spotkać się, przysiąść w rozmowie albo głębiej spoglądać w oczy kobiet - nie to przecież.
Moze poprostu przychodzi czas źeby zacząć się zwijać, że to przyzwoite przestać kiedyś czekać na więcej.

Nad miastem nisko unosiły się chmury i wisiał mocno wyczuwalny zapach spalin samochodów. Nie przeszkadzało to jednak - ta intensywność przywodziła na myśl chwile spędzone tutaj na szampańskiej zabawie, chwile kiedy biegło się ulicami prosto i szybko, bez celu.


Kuchnia ostatniej wieczerzy

Pośród wielu tytułów, jakie chciałbym zobaczyć na półkach regału nowo poznaniej osoby, jest "Kuchnia ostatniej wieczerzy". Nieprawdaż? Wobraziłem sobie tę książkę jako szczegółowy zapis przebiegu Ostatniej Wieczerzy od strony kuchni, gdzie nerwowa atmosfera pośród kucharzy, przygotowujących coraz to bardziej wykwintne potrawy, zdradza ich różny status świadomości tego co dzieje się na sali za ścianą. Miałaby to być swoistą walka na przepisy i sposoby przyrządzania. Suchy chleb zostaje podany na koniec jako rodzaj osiągniętego kompromisu poprzez szczery, brutalny, minimalizm - podobnej treści adnotacja mogłaby znaleźć się na obwolucie książki.
Po przeczytaniu owej notki zazwyczaj w drzwiach pojawia się właściciel księgozbioru i przyłapuje nas na "myszkowaniu" w jego bibliotece. Szybkim ruchem narzuca temat tylko po to, a żeby odwieść naszą uwagę od trzymanej w ręku pozycji. Wymusza na nas pomoc w jakieś błachej sprawie. Każe uporządkować stolik, żeby mógł bezpiecznie odstawić trzymaną herbatę. Wtedy racjonalnie odkładamy książkę na swoje miejsce i nigdy nie wracamy już do rozpoczętego apokryfu.


Pisklę kosa

Pewną już starszą kobietę, która wiodła życie raczej samotne, a od dłuższego czasu zajmowała się prawie wyłącznie ogrodem, pewnego wieczoru odnalazło pisklę kosa. Kobieta przygarnęła je do siebie i odchowała jak własne dziecko, córeczkę.
Kiedy lato dobiegło końca pisklę wyfrunęło z "gniazda", a kobieta zmarła. Zasnęła we własnym łóżku.

Żegnamy Cię. Będziemy tęsknić za Tobą i Twoim ogrodem. Bóg zapłać.
Ten szybki kos jest Twoim dziedzicem, Heleno.


Autobus przegranych

To był ostatni taki bieg w tym sezonie - wielka gonitwa Arabów. Czarne jak smoła konie o wręcz nieproporcjonalnie szerokich nozdrzach stały we mgle zraszaczy. Polewano je wodą, źeby ostygły.Trudno powiedzieć ile przegraliśmy tego dnia, ale naprawdę nie chodzi o pieniądze, bo tych mieliśmy tak niewiele, źe nie sposób było odnieść finansową porażkę, chodziło o coś innego - to wtedy po raz pierwszy zapragnąłem zostać iberoamerykańskim pisarzem byle czytadeł albo autorem przewodnika po miejscach nieostrych i przelotnych. Tak, moźe to wyda się dziwne, ale doprawdy ten stan ducha towarzyszył nam wszystkim wewnątrz autobusu, który odwoził ludzi do centrum z toru na Służewcu - jest taka linia - autobus przegranych. Warto się tam wybrać żeby doświadczyć tej cudownej szczerości i zjednoczenia w ostatniej chwili kiedy moźemy być razem, przemieszczać się po estakadach i nieludnych pętlach. To jedno z miejsc godnych polecenia. Zapraszam.

Drodzy Państwo owym wpisem próbuję rozpocząć cykl, rodzaj przewodnika po miejscach niezbyt popularnych. Nie wiem czy uda mi się wytrzymać reżim kosekwentnej pracy nad nim ale jeśli tak, to postaram się odnaleźć dla Państwa kilka z tych miejsc wolnych od wszystkiego. Polecam.


Powrót na nominalną pozycję

Przy jednym z gdańskich skrzyżowań mężczyzna zbiera datki dla chorego chłopca że zdjęcia na puszce. Pcham wózek z dzieckiem i mam przy sobie wyłącznie plastikową kartę płatniczą, przy tym brak mi również zaufania do tego typu gości. Ponoć lwia część utargu trafia do ich kieszeni a znikoma część do potrzebującego chłopca. Mężczyzna wyciąga rękę z puszką w moim kierunku. Trwa konsternacja, naprawdę nie wiem co mu odpowiedzieć. On to dostrzega i stwierdza z jakimś ukojeniem w głosie i geście machniecia na mnie ręką, mówi odkrywczo: "A! ruskie?". W pierwszym momencie niedowierzam, a potem zaczynam się zastanawiać. Po chwili namysłu odpowiadam: ... prawie - polskie. Kwituję jego nieznaczną pomyłkę.
Godzinę później zaczepia mnie inny mężczyzna, dużo starszy od poprzedniego. Stoimy pod fontanną z Neptunem na długim targu. Ten mężczyzna trzyma w ręku ulotkę z napisem: "konstytucja". Spodziewam się tego bo Neptun ubrany jest w białą koszulkę T-shirt. Zawsze koncentrowałem uwagę na jego muskularnych plecach, po których spływa woda z fontanny. Tym razem jednak, dzięki koszulce, patrzę na jego twarz i pierwszy raz dostrzegam, że oblicze idioty.
Tym razem przezornie, dla wspólnego dobra, wyprzedzam pytanie starszego mężczyzny z ulotką w ręcę, mówię: Wie Pan co? Przejechałem tu samochodem przez całą Polskę, żeby pokazać córką jak wygląda Neptun, a On wygląda jak prostak - zamykam zdanie z żalem.
Starszy mężczyzna spogląda na mnie z niechęcią. Mierzy od stóp do głowy. Jakby chciał mnie ocenić, gardzić mną we właściwy adekwatny sposób albo dobrze zapamiętać.
Mam na sobie nowiusieńkie, granatowe buty marki Venezia, drugi raz założone spodnie z Reserved, który podobno otworzył ostatnio sklep w Tel Awiwie i wszystko sprzedało się tam pierwszego dnia na pniu. Nie dziwię się zupełnie, bo spodnie są interesujące -na nogawkach mają zszyty kant, choć to obcisły, elastyczny materiał - co sprawia, że model ten niebezpiecznie i intrygująco balansuje między garniturem a dresem. Dzięki temu połączeniu można swobodnie przemykać zarówno przez deptak w Sopocie jak i blokowisko Chylonii.
Na górze ubrany mam chabrowy sweter Ralf Lauren, typu polo, który żoną zamówiła dla mnie na wyprzedaży w Nowym Jorku - chciałbym kiedyś zobaczyć to miasto.
Nie zdążyłem przed wyjazdem pojsc do fryzjera. Zresztą często to zaniedbuję, a szkoda.
Dawno też niczego nie napisałem i dawno nie miałem czasu żeby szczerze zachwycić się mokrą blachą falistą na wietrze o czwartej nad ranem, w dole osiedla, i ruskim nożem do filetowania ryb, którym obieram pomarańcze, i który znalazłem w szufladzie wynajętego tutaj lokum. Jego sprężystością, zdecydowaniem. Jakie to piękne odcinać, definitywnie i ostatecznie rozłączać. Nigdy nie podejrzewałbym siebie o podobną umiejętność, a nawet nie chciałbym o sobie myśleć w ten sposób.
Na nożu grawerowane są cztery litery: NBPX. Co znaczą?


Debata kandydatów na Burmistrza live

Chciałbym zobaczyć telewizyjną, internetową debatę kandydatów na Burmistrza Tarnowskich Gór. Dzisiejsza technologia pozwala już spełniać podobne zachcianki wyborców. Żeby to była debata "live" prowadzona przez lokalne media (niekoniecznie tylko te pod auspicjami Urzędu Miasta).
Zamiast raz kolejny oglądać przedwyborcze krzywe uśmiechy z bilbordów, wolałbym usłyszeć jakieś deklaracje, plany, nawet obietnice jednak najchętniej coś konkretnego. Czy to jednak nie za wiele?
A moźe także podobne "zdeżenie" kandydatów na Radnych Miejskich i Powiatowych. Żeby znów nie kupować w ciemno. Żebyśmy wiedzieli kto kryje się za portretami z plakatów.

Panowie, Panie, zróbcie to dla nas, dla odmiany. Proszę.


strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |