Pieniądze
z londyńskiego banku może podjąć tylko
Ryszard Ochódzki, lub Irena Ochódzka.
Dogadaj się szybko z jakąś Ireną, ożeń się
z nią i masz Irenę Ochódzką.
- Wujek Dobra Rada w filmie Stanisława Barei Miś
Jak zrobić Irenę?
Trochę
szkoda, że sprawa zmiany patronów ulic w gminie
Krupski Młyn przeszła bez echa. Radni małej i
zagubionej w lesie miejscowości okazali się
bowiem lepsi od samego Stanisława Barei. Jednym
pociągnięciem uzyskali nie jedną Irenę
Ochódzką, ale tyle pożądanych postaci, ile
tylko trzeba było. W miejsce krytykowanych
(także w Internecie) patronów o komunistycznym
rodowodzie znaleźli (choć czasem ze świecą) -
nowych. Miejsce stalinowskiego agenta i mordercy
Janka Krasickiego zajął też Krasicki, tyle że
Ignacy: nie dość że poeta, to na dodatek
biskup czyli człowiek poza wszelkimi
podejrzeniami.
|
|
| |
|
 |
|
|
| |
|
Biskup
Janek Ignacy Krasicki
graf.: Portal Powiatu
Tarnogórskiego |
|
|
|
|
Generał z komunistycznym rodowodem o nazwisku
Świerczewski ustąpił także Świerczewskiemu -
Władysławowi, legioniście z Płońska
odznaczonemu medalem Sprawiedliwy Wśród
Narodów Świata za ukrywanie w czasie okupacji
Żydów zbiegłych z płońskiego getta. Marian
Buczek (także sowiecki agent) nie pojawi się
już na tabliczkach, będzie tam inny Buczek -
Karol, profesor i autor "Słownika
Historyczno - Geograficznego Ziem Polskich w średniowieczu".
Podobnie załatwiono problem Aleksandra
Zawadzkiego i Jarosława Dąbrowskiego.
Ideologiczny wilk w postaci tropicieli niegodnych
nazwisk został nasycony, a pragmatyczna owca -
cała. Bo całość owcy oznacza, że nie trzeba
będzie płacić za nowe dowody osobiste i inne
elementy dokumentacji, które wymagałyby
poprawy, gdyby ulica otrzymała imię kogoś
całkiem innego.Nowy wóz
Przypadek
Krupskiego Młyna jest krzepiący, bo dowodzi iż
tradycyjna polska kreatywność wyrażająca się
chociażby wynalezieniem wozu Drzymały ma się
całkiem dobrze. Kwadratura koła, zawracanie
Wisły kijem czy inne sprawy niemożliwe
załatwiane są u nas z marszu i bez zbędnego
marudzenia. Przy okazji dostał się prztyczek
poprawiaczom cudzych ulic. Dodajmy - poprawiaczom
wszelkiej maści. W Lublinie władza wymyśliła
na przykład, by kosztem wymiany herbów
miejskich widocznych na taksówkach obciążyć
taksówkarzy, choć ani zmiana istotna, ani to
nie taksówkarze zmienili herb. W Krupskim
Młynie udowodniono, że dla obywateli mniej
ważne jest to jakim życiorysem legitymował
się patron, ważniejsze - kto będzie płacił
za ewentualną zmianę. Nie oznacza to
oczywiście, że Krupski Młyn opanowała jakaś
plaga komunizmu - pokazano jedynie proste jak
drut priorytety. Być może to zresztą niezła
wskazówka dla wszystkich startujących w
wyborach samorządowych: światowe ideologie,
bohaterowie z XIX wieku i emocje rodem z Mazowsza
nie są najlepszym sposobem na uzyskania poparcia
wyborcy. Wyborca chce prostszego życia we
własnej gminie, lepszych dróg, sprawnej
kanalizacji (lub kanalizacji w ogóle), dobrego
dojazdu środkami komunikacji publicznej do
pracy. I chce, by radny dbał o portfel wyborcy.
Bohater naszych czasów
Szkoda,
że portale czy gazety krytykujące Krupski Młyn
za długoletnie przytulanie niegodnych patronów
nie zajęły się jeszcze jednym, równie
prawdziwym sensem zmiany. Doświadczenie uczy
bowiem, że najlepszego bohatera prócz jasnego
moralnego oblicza, nieugiętej postawy oraz
realizowania naważniejszych wartości cechować
powinno proste, popularne nazwisko. Bo w razie
czego można je szybko i w łatwy sposób
zmienić jak jesionkę przełożoną na kogoś
innego. Jan Kowalski, Bartek Nowak, Michał
Wiśniewski - to prawdziwi bohaterowie wszystkich
czasów. Uwagę tę poświęca się szczególnie
członkom tarnogórskiej komisji zajmującej się
nazewnictwem ulic. Zostaje tylko jedna sprawa.
Skoro potrafimy załatwiać problemy niemożliwe
do załatwienia, może pora zająć się tymi
najprostszymi. Drogami, służbą zdrowia,
komunikacją miejską, szkołami. Bo z ty jest
już - niestety - gorzej.
Zbigniew
Markowski
|