Tarnogórski Program Edukacji Regionalne "Indianer"
serwis Portalu Powiatu Tarnogórskiego
www.tg.net.pl

autorstwo
: Zbigniew Markowski



 
  tematy powiązane:
    Górniczy rodowód - tekst
Srebro wpisane w historię - tekst
Szlakiem zabytków - scenariusz lekcji
Tarnogórscy Donnersmarckowie - tekst
Źródła i opracowania - tekst
Srebrna Góra - tekst
To jeszcze nie koniec - tekst
praca w dawnych grafikach - grafika
dawne fotografie - fotografie
cmentarz żydowski - fotografie
zabytki techniki - fotografie
   

Ruch górniczy podczas 30 letniej wojny.

W górnictwie już oo kilku lat panował zastój. Stare pokłady kruszcu były wyczerpane, a na urządzenie nowych szybów brakowało pieniędzy. Mimo to podjęto w roku 1638 na nowo górnictwo, lecz walczono z wielkiemi trudnościami. Dopiero 29 października 1639 r. donoszą gwarectwa baronowi Hencklowi, że w tym roku tyle kruszców wydobyły, że przez cały rok będzie utrzymywany ruch huty.

Ostatnie lata 30 letniej wojny.

Miesiące na końcu roku 1639 i początku roku 1640 minęły na ogół spokojnie i uruchomione górnictwo zapowiadało lepszą przyszłość, choć końca wojny jeszcze nie można było przewidzieć.
W czerwcu 1640 r. znowu ściągnął generał - wachmistrz, Eljasz Dittrich baron Sperreuth w Tarn. Górach różne kontrybucje wojenne, a kiedy w roku 1641 zakwaterowała się tu kompania sztabowa i przyboczna pułkownika de la Croche, musiało miasto w przeciągu 9 tygodni samemu pułkownikowi wypłacić 1188 zł.

W jednym dniu, 21 listopada 1641 mieszczanie musieli oddać 72 korców owsa, 440 wiązek siana, 220 wiązek słomy i 338 zł. gotówki.
W pierwszej połowie maja 1642 r. znów wpadli Szwedzi do miasta i znęcali się w barbarzyński sposób nad katolikami, wobec czego zastępca ówczesnego proboszcza ksiądz Wojciech Terlegowicz musiał opuścić miasto.
Księża katoliccy nie byli tu pewni życia, dlatego proboszcz Wanacki dal się zastępować przez okolicznych księży lub przez wikarych, dojeżdżających z Bytomia. Między innymi pełnili tu obowiązki duszpasterskie ks. Czajka z Reptów, ks.Płotowski z Tarnowic Starych, ks. Foltyński z Radzionkowa i wielu innych.

W następnych miesiącach miasto utrzymywało rotmistrza Martiniego z jego jeźdźcami. Aby w nim wzbudzić ludzkie uczucia, obowiązali się obywatele podarować mu l00 talarow, jego kwatermistrzowi 20 tal. żolnierzom po 2 tal. i jego usłudze po 1 tal. Ten dobrowolny okup oszczędził miasto tylko krótki czas, gdyż zaraz pospieszył starosta bytomski dnia 20 sierpnia 1642 roku z wymaganiem 5000 zł.
Pułk Grebischa żądał dnia 27 listopada 1642 tygodniowo 15 tal. i żywność.
W roku 1643 miasto cierpiało od żołnierzy pufku Kraffta, którzy zabrali kilka dla miasta przeznaczonych przesyłek z winem.

Pomimo, że wtedy wojska cesarskie obozowały od Gliwic do Karniowa, więc w najbliższej naszej okolicy, wyplądrowały wojska nieprzyjacielskie, które w liczbie 150 ludzi od Opola tu wpadły, Tarn, Góry, Żyglin, Psary i Woźniki.

W lipcu tegoż samego roku Szwedzi powtórnie ograbili miasto i odgrażali się za niedostarczenie kontrybucji ogniem i mieczem, wskutek, czego dużo mieszkańców schroniło się do Polski.
Aby uniknąć niełaski cesarza, rada miejska zapytała listem arcyksięcia Leopolda, jak miasto pod takiemi nieznośnemi stosunkami ma się zachowywać wobec Szwedów. Zamiast odpowiedzi nadszedł pod datą 26 sierpnia 1643 rozkaz od starosty bytomskiego:
,.Miasto Tarn. Góry powinne pod utratą karku i wszelkiej czci natychmiast in memento przysłać należące dzisięciny do Bytomia".

Więc zamiast przybyć z załogą bytomską na pomoc udręczonym Tarnogórzanom, wojsko cesarskie bezczynnie leżało i nie miało odwagi, choć było liczniejsze od Szwedów, stanąć otwarcie do walki z nieprzyjacielem, plądrującym w najbliższej okolicy. Oficerowie woleli siedzieć przy winie i posilać się wiedeńskiemi potrawami, niż narażać swe życie, a listu z zapytaniem rady miejskiej do arcyksięcia z pewnością nic przepuścili. Wojsko ich było leniwe. a dużo żołnierzy pouciekało i włóczyło się po kraju, dręcząc i ograbiając jak Szwedzi mieszkańców naszej ziemi. W końcu i wodzom cesarskim było tego za dużo, gdyż generał Goetz rozkazał dnia 31 sierpnia 1643, żeby wszyscy po wioskach wałęsający się jeźdźcy i żołnierze natychmiast się stawili do swoich pułków; kto tego nie uczyni i wzbroni się, tego powinni mieszkańcy natychmiast uśmiercić.

Niespokojne długie czasy wojenne nie tylko ujemnie oddziaływały na rozwój górnictwa, lecz także na charakter ludzi. Niektórzy górnicy, widząc swawolną wojaczkę porzucili pracę, dali zaciągnąć się do wojska, lub włóczyli się po kraju, szukając sposobu taniego wzbogacenia się. Dlatego dnia 16 stycznia 1646 r. na zebraniu gwarków i rady miejskiej zawarł mistrz górniczy i burmistrz Mikołaj Mężyk z gwarkami olkuskimi, zajętymi w tutejszcm kopalnictwie umowę, według której leniwi górnicy, zwyczajni handlarze i wszyscy prowadzący obok górnictwa handel powinni być karani lub wydaleni z miasta. Na temże zebraniu oświadczył burmistrz, że w celu ożywienia górnictwa trzeba obywateli zmusić do udziału w niem. Po krótkiej naradzie uchwalono, żeby gorzelników rewidować, każdemu nieuprawiającemu górnictwa, odebrać przyrząd do wypalania gorzałki. Także warzenie piwa, wyszynk wina i inne czynności tylko tym były pozwolone, którzy brali udział w górnictwie. Nawet szlachcicom tylko wtenczas było wolno osiedlić się w mieście, jeżeli się zobowiązali do wspóludziału w kopalnictwie. Obywatelstwo miasta stworzyło zatem mniejwiecej jedno wielkie gwarectwo.

Jeszcze do roku 1648, kiedy wojna 30 letnia się skończyła, Tarnowskie Góry i cała okolica nadmiernie cierpiały od okrucieństwa Szwedów. Nienawiść tychże kierowała się przede wszystkiem przeciw katolikom. Sponiewierali i znieważyli kościoły, plądrowali, mordowali i zeęcali się nad ludnością. *) [Zapiski w księgach kościelnych]
W gałce od wieży kościelnej znaleziono później zawiniętą w papierze kulę z dopiskiem:
"Kulę tę wystrzelił Gustaw Adolf, król szwedzki, do gałki tutejszego kościoła".

Aczkolwiek Gustaw Adolf w Tarnowskich Górach nie był, uwaga ta chce pewnie zaznaczyć, że czyn ten bezecny popełnił jeden z jego żołnierzy. Faktem jest, że gałka oraz skrzynka w niej schowana, są przestrzelone.

Jeszcze inny pozostawiły pomnik dzikie wojska szwedzkie Stahlhantscha i Torstensohna, mianowicie t. zw. szańce szwedzkie przy Tarnowicach Starych. Resztki z nich jeszcze dziś można zauważyć po lewej stronie szosy do Tarnowic St. przed probostwem na narożnym gruncie między szosą i po prawej stronie drogi kasztanowcj do Reptów.

Trudne stanowisko pierwszych księży katolickich.

Protestanci tutejsi poznali, że ich nadzieje na uzyskalnie kościoła z powrotem są daremne, dlatego rozgoryczenie ich przeciw katolikom było mader wielkie i kierowało się przedewszystkiem przeciw katolickiemu księdzu, który już po dwóch latach. w sierpniu 1630 r. opuścił probostwo, ponieważ uniemożliwiono mu wypelnienie swoich obowiązków i w małej katolickiej gminie nie miał dostatecznej obrony, gdyż bogatsi obywatele i radni miejscy byli luteranami.

Wyznawcy Lutra, pozbawieni kościoła, szkoły, szpitala i cmentarza, odprawiali swoje nabożeństwa. choć im to nie było wolno, w domach prywatnych, a zmarłych chowali na osobno wyznaczonej części cmentarza św. Anny.

Po odejściu ks. Męczkowsklego przejął probostwo ks. Andrzej Skarżyński z Cze1adzi, lecz i jemu protestanci uniemożliwili przebywanie w mieście. Dlatego kazał się zastępować przez sąsiednich księży i rzadko przybywał do Tarn. Gór, więc niewiadomo, jak długo na tutejszem Probostwie pozostał. Następcą jego był ks. Walenty Iwanowski z Radzionkowa, który do roku 1640 w parafji urzędował.

Czwartym księdzem był Jan Wanacki od roku 1640 - 1651., który z powodu rozruchów religijnych również dał się tylko zastępować.

Dnia 16 lutego 1651 został ks. Jan Maciejczyk, rodowity Tarnogórzanin, uroczyście do tutejszego kościoła wprowadzony. Był on uczonym i energicznym człowiekiem i przeprowadził później, że kilku katolików względnie Polaków wybrano do rady miejskiej, która dotąd składała się tylko z samych protestantów. Wobec tego żądano od niego powołania nemieckiego księdza z uzasadnieniem, że dawniej przy protestantach też tak bywało; nie zważano jednak na to, że dochody już nie były te same co przedtem, albowiem rada miejska pobory księdza bardzo ukrócała i nikt z Niemców katolikiem nie był. Jako odpowiedź na żądanie rady było kazanie karne w święto Wniebowstąpienia, co spowodowało rozruchy i napaści na księdza ze strony protestantów. Zażalenie księdza u władzy miało ten skutek, że rada miejska otrzymała naganę i zobowiązano ją księdza tak opłacać, żeby mu starczyło na utrzymanie niemieckiego wikarego. Dalej zostały księdzu zwrócoe cztery łany (jutrzyny) należącej do kościoła "Ksieżej roli" przed bramą Krakowską i zatrzymane dotychczas dziesięciny, czyli podatki kościelne z kopalni kruszców, które jednakowoż z powodu upadku górnictwa nie były wysokie.

Stosunki miejskie po wojnie trzydziestoletnej.

Rada miejska, aczkolwiek protestancka, zważała w czasie reformacji bardzo na obyczajność i porządek w sprawie nieślubnych dzieci, które wykluczone zostały z prawa prowadzenia różnych rzemiosł i przemysłu. Obchodzono się z niemi w najhaniebniejszy sposób, żeby takiem postępowaniem ogół napominać i poprawić. Kiedy dziecko takie dorosło a osiągnąć chciało szacunek i pozwolenie na prowadzenie rzemiosła lub późrnej przystąpić chciało do cechu, wymagano legitymacji od dziedzica lub władzy krajowej, co było połączone z wielkiemi kosztami.

Wieki średnie były błogim, złotym czasem dla rzemiosła. Stan rzemieślniczy równał się stanowi kupieckiemu, gdyż rzemieślnik znajdywał dla swoich wyrobów na targach dobry zbyt, albowiem u kupców towarów jego nie można było otrzymać, a fabryk żadnych nie było. Wynalazek maszyny zniszczył później większą część wolnego stanu rzemieślniczego, który w dawnych czasach był podstawą i podporą państwa i stanowił elitę miast.

Udział miasta w przemyśle i w różnych przedsiębiorstwach był bardzo wielki. Posiadało dobra Lasowice i Sowice, kopalnie, huty, młyny, płóczki, browary, sukiennice, aptekę i t. d. Zakupiony w roku 1649 na rzecz miasta browar, oraz słodownię Rostkowskiego przed bramą Krakowską uruchomiono w roku 1651. Gmina posiadała teraz dwa miejskie browary i słodownię. Browar Rostkowskiego sprzedało miasto w roku 1858 za 8000 tal.

Liczba mieszkańców miasta wynosiła w roku 1654 około 800 głów i ochrzczono 37 dzieci. Wynika z tego, że tak mała parafia nie mogła utrzymywać jednego, a cóż dopiero dwóch księży i dlatego ks. proboszcz Maciejczyk koniecznie obstawał za pełnem wypłacaniem mu dziesięcin, których mu rada miejska i gwarectwa ponownie odmówiły. Z tego powodu ksiądz nie zezwolił na używanie dzwonka szychtowego, wiszącego wówczas w górnym otworze wieży, a którym dzwoniono codziennie rano i wieczorem o godz. 5 - tej dla górników na znak zmiany pracy.

Pamięć o tym dzwonku uwiecznił nieznany wieszcz w piosence górniczej pod tytułem "Dzwonek tarnogórski":

Już się odzywa miły głos
Dzwoneczka z naszej wieży
Więc spieszmy wraz jak każe los
Na szyb niech każdy bieży.
Całuska prędko lubej daj
I spiesz w podziemny gnomów kraj
Nas czeka praca tam,
Szczęść nam, Szczęść nam,
Szczęść, Boże nam!

Aby w sprawie dzwonka szychtowego uniezależnić się od księdza katolickiego, nabyła rada miejska w roku 1656 własny dzwon j umieściła go na ratuszu. Około 90 lat później, gdy wykazało się, że dzwon jest tam zbyteczny, umieszczono go przy kościele św. Anny, gdzie jeszcze dzisiaj się znajduje. Nosi on następujący napis:

Campana pro curia Tarnomont erecta anno MDCLVI (1656).

Początkowo kościółek św. Anny nie miał dzwonu, gdyż dopiero w roku 1750 po raz pierwszy zaznaczony jest dzwon w inwentarzu i właśnie wyżej wspomniany.

W latach po wojnie trzydziestoletniej, kiedy to Górny Śląsk należał do Polski, wzrosła tu także inteligencja polskokatolicka. W roku 1653 byt tu aptekarzem Daniel Skawiecki, katolik, którego apteka znajdowała się w ówczesnym ratuszu; umarł dnia 24 września 1687 r., w roku 1654 był tu adwokatem pewien Niwka, a w roku 1657 lekarzem Mikołaj Zarawski; również burmistrzowie byli Polakami, choć początkowo często ewangelikami, n. p. Gruzelko 1608 r., Mikołaj Mężyk 1632 r. Oprócz tego zasiadywało już w radzie miejskiej kilku Polaków.

Podkop "Boże wspomóż".

Małemi środkami uruchomiono na nowo wydobywanie kruszcu po wojnie 30 letniej. Dnia 22 lipca 1652 r. rozpoczęto budowę podkopu "Boże wspomóż" przez obywatela olkuskiego Jana Szała. Od ujścia na gruncie rybneńskim otrzymał podkop kierunek w stronę wzgórza Redena, gdzie dziś znajduje się miejski zakład wodociągowy, czerpiący wodę właśnie z tego podkopu. Długość nowego podkopu wynosila 703 sążni a leżał o 4 1/2 sążnia głębiej od podkopu św. Jakóba. Gdy podczas budowy zabrakło gotówki, a obywatele uchylali się od przepisanego współudziału, rada miejska powzięła dnia 3 sierpnia 1653 następującą uchwałę:
"Kto się nie uiszcza ze składek na budowę podkopu, temu się odbierze prawo do handlu i przemysłu". Według dalszej uchwały z dnia 9 listopada nie wolno takiemu soli zakupić dla obcych (to znaczy na odsprzedaż).

Składki na budowę podkopu t. zw. zamkosty trzeba było przymusowo ściągać. Prośba do hrabiego Henckla z dnia 17 kwietnia 1654 r. o udzielenie zapomogi nie odniosła żadnego skutku, przeciwnie, miasto znowu musiało utrzymywać pół kompanji żołnierzy pulkownika - porucznika Jana Adama dc Garnier i dać 519 zł. w gotówce. oprócz tego zapłacić wszystkie państwowe podatki.

Za zgodą hrabiego Henckla nałożono jeszcze miastu w październiku 1655 r. podatek wojskowy w wysokości 5000 tal. Od października 1655 r. do 7 lutego 1656 r. wydało miasto na stojące tutaj załogą wojsko marszałka hrabiego Hatzfelda w gotówce 600 zł. i pożywienie, a znów dalszą załogę otrzymało miasto dnia 6 marca 1656 r.

Nie dziw więc, że przy tak bezwzględnem wyzyskiwaniu mieszczan o wydatnej pracy w górnictwie nie mogło być mowy, i dlatego przerwano prace koło budowy nowego podkopu.
Stosunki między mieszczaństwem i dziedzicem hrabią Hencklem bynajmniej nie były pocieszające i hrabstwo wyzyskiwało rzemieślników w sposób nie bardzo szlachetny. Dnia 3 lipca 1656 zażaliła się cała gmina u hrabiego Gabrjela Henckla na hrabinę Annę, Helenę Hencklową z Kaunitzów, że ona ubogich rzemieślników, niechcących jej bezpłatnie pracować, każe aresztować wbrew wszelkiemu prawu i niemieckiej wolności, z którego to powodu obywatele zaczynają miasto opuszczać.

W roku 1657 miasto musiało hr. Gabrjelowi Hencklowi pożyczyć 1000 flor. wprawdzie tylko na jeden rok, lecz pieniądze te nigdy nie zostały zwrócone.

Wojsko polskie.

W czasie od 16 do 26 czerwca 1657 ruszyło przeciw Szwedom przez Tam. Góry 16.000 polskiego wojska na odsiecz Krakowa. Ku największemu zdziwieniu mieszczan wojsko polskie zachowało się jak najuprzejmiej, nie brało żadnych kontrybucyj i zadowoliło się ziemiopłodami. Dlatego chętnie widziano żołnierzy polskich, mówiących tym samym językiern, a obywatelstwo życzyło sobie, żeby takie właśnie wojsko na zawsze tu pozostało. Dnia 13 października 1657 zakwaterował się w Tarn. Górach szwadron z pułku Szasowskiego i został zaprowiantowany na koszt miasta.

W tym samym miesiącu mieszczanie tarnogórscy odstawić musieli na rozkaz cesarza dwie swego czasu tu pozostawione armaty do Głogówka, w powiecie prudnicklm.

Skutki najazdu tureckiego na Węgry.

Kiedy w troku 1660 Turcy zajęli Węgry i dotarli aż do Moraw, okolica tutejsza przepemiona była wojskami. Rotmistrz von Gless, z obawy przed półksiężycem przełożył kwaterę swoją z Bytomia do Tarn. Gór w marcu 1661 i miasto musiało go utrzymywać.

W listopadzie odbył się tutaj pobór wszystkich mieszczan i zapisano do wojska 264 mężczyzn oraz naliczono 138 muszkietów.
Także Węgrzy, cofający się przed Turkami, zawitali tu w grudniu 1661 r. i na początku 1662 r. przybyli jeźdźcy z pułku Frankenberga. W mieście i bliższej okolicy stały załogą w tym czasie cztery kompanje, względnie szwadrony, które plądrowały, gdzie tylko było można, a pobliskie Miasteczko zostato zupełnie zrabowane.

Waleczność nigdy nie była zaletą wojsk austrjacko - niemieckich; lecz chyba szczytem tchórzliwości było schronić się przed nieprzyjacielem 30 mil w głąb kraju i znęcać się nad współobywatelami.
Tarn. Góry w tym czasie mniej ucierpiały, albowiem dla ochrony solarni, przynoszącej cesarzowi wielki zysk było miasto zabezpieczone t. zw. "Salvą gwardją", oddziałem wojskowym, który już od roku 1658 tu załogował. Z tego też powodu miasto było zwolnione od dalszych zakwaterowań.
Kiedy w roku 1658 miasto nie chciało uznać zamianowanego przez hr. Henckla mistrza górniczego z powodu zupełnej jego niezdatności napisał hrabia do rady dnia 17 lutego 1658 r. z uwagą, że choćby tylko kij postawił, każdy mu powinien być posłusznym. Rada miejska o tyle miała słuszność, że przecież dawniejszego sługi, nie mającego żadnego pojęcia o sprawach górniczych nie mogła uznać za głowę miasta.

Dnia 31 stycznia 1660 wniosła rada do starosty zażalenie z powodu zakwaterowania 31 jeźdźców ze szwadronu pułkownika Plauto, oświadczając w piśmie, że podkop "Boże wspomóż" pochłonął od roku 1652 przeszło 9000 zł. wydatków, wiec nie starczy już na utrzymanie załogi.
Podkop "Boże wspomóż" nie dawał na razie odpowiednich zysków i prace dla braku gotówki nie postępowały naprzód. Próbowano zatem szczęścia w innych miejscach, mianowicie na polach sowickich i lasowskich, gdzie w roku 1660 bIto 20 nowych szybów, 1661 r. 32 szyby, a 1662 i 1663 r. po 8 szybów.

Dnia 19 listopada 1663 r. otrzymano potwierdzenie zwierzchności dla podkopu "Boże wspomóż" i nadano szybom począwszy od ujścia następujące nazwy: "św. Piotr", "św. Paweł", "św. Filip", "św. Bartłomiej", "św. Andrzej", "Bóg z nami", "św. Maciej", "św. Szczepan".

Ucisk protestantów.

Cesarz Leopold I zatwierdził miastu Tarn. Góry dawniejsze przywileje dnia 5 listopada 1664 r. a w dokumencie zaznaczono, że miasto pod karą 50 srebrnych marek powinne prowadzić górnictwo w porządku i uiszczać wyznaczone dziesięciny dla kościoła i szkoły.

Przy tej sposobności doręczono magistratowi celem ogłoszenia następujące przywileje i łaski cesarskie dla świętej wiary: *) [Archiwum miejskie: Akta przywilejów.]
I. Jus patronatum (prawo opieki nad kościołem) zastrzega sobie cesarz w całości dla siebie i swoich potomków.
II. Zakazuje cesarz pod karą 100 dukatów posyłania młodzieży do szkół pokątnych (protestanckich).
III. Zakazuje cesarz wyboru niekatolików do rady miejskiej, na cechmistrzów i do innych publicznych urzędów.
IV. Pod karą 25 marek srebrnych zakazuje cesarz tutejszym obywatelom zwiedzania zborów pozamiejscowych kacerzy. *). [ Zbór taki znajdował się w Kluczborku]
V. Dzieci rodziców, których jedna połowa jest katolicka, powinny być wychowane w wierze kalolickiej.
VI. Niekatolickim mieszkańcom miasta nakazuje się pod karą 2 funtów wosku uczęszczanie na nabożeństwa w kościele parafjalnym.
VII. Wszyscy obywatele, bez różnicy wyznania obowiązani są iść w kościele na ofiare cztery razy w roku.
VIII. Zebrania (luteranów) w domach i podczas nabożeństw w kościele parafjalnym celem czytania lub śpiewania są całkiem zakazane i wzbronione.
IX. Rzeźnikom wzbrania się publicznej sprzedaży mięsa podczas postu.

Schyłek drugiej ery górnictwa.

Na polach lasowickich i sowickich bito w roku 1665 12 nowych szybów, 1666 i 1667 r. Po 20, razem w trzech latach 52 nowych szybów. Do roku 1667 wydano już na podkop .,Boże wspomóż" 14.0000 flor.

W tym samym roku otwarto znowu stary podkop św. Jakóba, lecz wielkie wody przeszkodziły dalszej pracy. Dnia 16 lipca 1668 r. odprawiano w kościele parafjalnym uroczyste nabożeństwa, poczem ruszono na kopalnię z procesją przy odśpiewaniu litanji do św. Imienia Jezus, celem poświęcenia nowych odwadniarek konnych. W roku 1670 bito na polach lasowickich, sowickich, repeckich i nakielskich 20 nowych szybów a w roku 1671 dalszych 8 szybów.

Na polu bobrownickiem odkryli dnia 14 marca 1671 górnicy Paweł Grunt i Marcin Tyrała bogate pokłady kruszców srebrnych i powstaro tam 40 nowych szybów. Pilnie pracowano także w następujących latach 1673 - 1676 i bito 32 nowych szybów.

Ponieważ na polu bobrownckiem znajdowały się bogate pokłady kruszcu, których z powodu przeszkód wodnych nie można było wydobywać, uchwalili gwarkowie dnia 12 października 1674, żeby tam przeprowadzić odwadniarkę z Sowic, a na polu sowickiem ustawić nową; polecono przyłem nie zaniedbać podkopu "Boże wspomóż", aby nie popadł w ruinę. Jeszcze w roku 1692 uzyskano ze wszystkich tych małych i mało żywotnych już kopalń 1661 marek czystego srebra (1 marka = 7 talarów). Dopiero w r. 1695 zaniechało górnictwo prac koło podkopu "Boże wspomóż", oprócz małych prac, prowadzonych jeszcze do roku 1718, a na ukończenie wryto w lewą ścianę liczbę roku.

W tym podkopie na nowo podjęto pracę około roku 1790 pod rządami pruskiemi i ustawiono przy jego końcowym szybie (w dzisiejszej Sielance Redena) maszynę parową. Według doniesienia z dnia 9 marca 1746 pracowało w górnictwie koło Tarnowskich Gór 1738 r. jeszcze 60 osób i roczny zbiór wynosił 16 993 talarów, z czego po odtrąceniu wydatków zostało czystego zysku 6 666 talarów. W latach 1739 i 1740 z powodu podziemnych wód nie pracowano, 1741 uzyskano 4 niecki, czyli 9 centnarów kruszcu i do roku 1743 z powodu wojny i pożarów nic nie uczyniono. W roku 1746 istniało 8 gwarectw, lecz tylko 12 osób było zatrudnionych. Przybliżył się koniec drugiej ery górnictwa.

Dziesięciny kościelne i szkolne, zdobyte z powrotem przez księdza Maciejczyka, przeszły później na rzecz Spółki brackiej. Fundusz z dziesięcin szkolnych użyty jest w ogólności na cele szkolne, a więc dzieci górników otrzymują w czasie lat szkolnych bezpłatnie zeszyty, przybory i książki szkolne. Daniny zaś kościelne przepadły bez śladu.

Płaca w górnictwie.

Ordynacja górnicza z r. 1528 ustaliła w § 11 i 51 także płacę pracowników górniczych. Sztygar przy kopa1ni, gdzie przeszkadzały podziemne wody, otrzymywał tygodniowo 31 groszy srebrnych czyli czeskich, zaś przy kopalniach osuszonych tylko 24 grs. Dozorca lub sztygar wierzchni otrzymywał tygodniowo 15 grs. Płaca za l2 godzinową szychtę wynosiła dla rębacza, wyrobnika lub pracownika zapoczątkującego bez różnicy 3 grs., jednak rębacze pracowali także na akord. a wtenczas zarabiali więcej. W r. 1610 płacono rębaczowi 4 1/2 grs. za szychtę. Według ordynacji górniczej z dnia 8 czerwca 1618 otrzymywal rębacz 6 grs., taczkarz (szleper) 3 1/2 grs., płóczkarz 4 grs.m wyrobnik 4 grs., ciągarz 3 grs. W r. 1755 płacono robotnikom po 5, 4 i 3 1 grosza srebrnego za szychtę.

Cechy. [Glatzel: Geschichte der Handwerkszünfte in Tarn.]

Na podstawie przywilejów miejskich z dnia 20 października 1599 r. (art. 4) byli obywatele uprawnieni do zrzeszania się w cechach rzelnieślniczych, których statuty przez magistrat i margrabiego, później zaś przez dziedzica na Świerltańcu zostały zatwierdzone. Pewnem jest, że cechy rzemieślnicze już dawniej tu istniały, lecz nie były jeszcze ujęte opodatkowaniem na rzecz miasta lub dziedzica; z tego powodu narzucono ich zrzeszeniom przywileje w formie ustaw, przepisów i zatwierdzeń, co naturalnie musiano grubo opłacić.

Najstarszym cechem w Tarn. Górach jest cech szewski, który dnia 1 sierpnia 1609 r. otrzymał od magistratu swoje ustawy z zatwierdzeniem 26 mistrzów i tyluż warsztatów. Ponieważ szewcy trudnili się także górnictwem (n. p. w r. 1639 uruchomił cech szewski dwie kopalnie) nie wolno było pozamiejscowym szewcom na targach wystawiać swoich wyrobów.

Na rzecz miasta płacił mistrz rocznie 11 - 12 zł. podatku, t. zw. "szewcowe", zaś za zatwierdzenie ustaw musiał cech dostarczyć dziedzicowi rocznie 3 pary butów. Najwyższa płaca czeladnika wynosiła do 8 czeskich tygodniowo. Czeladnika, który w poniedziałek samowolnie świętował, wsadzono w następną sobotę po południu do aresztu, gdzie do południa w niedzielę pozostał.

W posiadaniu cechu szewskiego znajduje się do dnia dzisiejszego (1926 r.) książka protokułowa, poczynająca się z rokiem 1778, również pieczęć cechu, która wykazuje w tarczy r. 1609, następnie but, raczej kamasz, a pod nim szydło i toporek do krajania skóry. Napis w pieczęci jest łaciński, a okucie rękojeści nosi nazwiska: "George Schema, George Ochmann, cechmistrzi anno 1724". To jedno słowo "cechmistrzi" zdradza, że cech był polskim.

Dla cechu krawieckiego ustanowił magistrat statuty dnia 27 czerwca 1616 r., które przez margrabiego zostały zatwierdzone w Karniowie, dnia 18 marca 1618 r. Czeladnik otrzymywał tygodniowo tylko 3 czeskie i napiwek; więcej nie wolno było płacić. Herb cechu krawieckiego wykazywał w tarczy nożyce na czarno - biało - żółtem tle. Trzy sztuki takich herbów czyli szyldów, ma1owanych na płótnie, znajduje się jeszcze w skrytce cechowej. Oprócz tego posiada cech jeszcze dwie księgi protokołowe z r. 1729, które do r. 1754 prowadzone są wyłącznie w języku polskim. Długoletnim cechmistrzem (od r. 1910) jest Grzegorz Krain; jemu mamy do zawdzięczenia, że mimo zabiegów muzeum gliwickiego, które owe przemioty chciało nabyć, te drogocenne pamiątki polskie zostały nam zachowane, albowiem stanowczo sprzeciwiał się ich sprzedaży.

Cech sukienniczy otrzymał od magistratu swoje ustawy dnia 27 stycznia 1655 r., które dnia 13 grudnia 1669 hr. Jerzy Fryderyk Henckel von Donnersmarck zatwierdził. Pieczęć: nożyce, nad nićmi grępla (rodzaj szczotki), której rękojeść leży między nożycami, a od niej na każdą stronę zwisa pasek, względnie nitka. Sukiennikom nie wolno było taniej sprzedawać łokieć sukna niż za 12 czeskich. Do folowania sukien utrzymywał dziedzic hr. Henckel osobny zakład w Tarn. Górach, gdzie każdy mistrz był obowiązany oddawać do wałkowania sukno.

Cech rzeźnicki otrzymał od magistratu swoje ustawy dnia 16 lipca 1643, które napisane były w języku polskim i niemieckim i do dziś dnia znajdują się jeszcze u cechmistrza.

Cechowi tkackiemu ustanowił magistrat statuty dnia 22 grudnia 1670, które zatwierdził hr. Henckel dnia 28 października 1681.

Cech stolarski - bednarski - kołodziejski odebrał swoje statuty od magistratu dnia 2 grudnia 1671 r. Obcym mistrzom zabroniono sprzedaży swoich wyrobów w mieście, z wyjątkiem jarmarków.

Cech piekarski otrzymał ustawy dnia 28 kwietnia 1719 r. Z zatwierdzeniem 12 mistrzów. Od każdej piekarni opłacono jednorazowo 15 talarów, a następnie rocznie 4 talary do kasy miejskiej. Oprócz tego był cech obowiązany na święto Bożego Narodzenia dostarczyć mistrzowi górniczemu, burmistrzowi, pisarzowi i radnym miejskim po jednej ładnej plecionce (strucli).

Kuśnierze, których było sześciu, przystąpili w r. 1599 w niedzielę na ostatki do cechu w Bytomiu. W r. 1638, gdy ich już było 20, założyli własny cech w Tarnowskich Górach, a dnia 25 lutego 1638 r. Otrzymali od magistratu swoje statuty. Pieczęć cechu, udzielona dnia 30 grudnia 1638 r. Wykazywała: w dolnem polu na czarnem tle stojak, obwieszony białemi skórkami, w górnem polu na żółtem tle młotki górnicze na krzyż złożone, a nad niemi biały gołąb z gałązką w dzióbie.

Cech kowalski - ślusarski - puszkarski otrzymał w r. 1658 swoje ustawy, równobrzmiące z ustawami cechu bytomskiego z dnia 2 lutego 1616. Między innemi przepisami statutu mistrzom nie było dozwolone chodzić po rynku lub ulicach bez kapelusza, zaś każdy członek cechu, który zniesławił obcą kobietę, karany był jednym dukatem węgierskim.

W Tarn. Górach również istniał cech zduński (kaflarski), lecz ustawy jego zaginęły. Zdunowie obowiazani byli dziedzicowi stawiać i czyścić wszystkie piece bezpłatnie.

Dawniejsze ustawy cechów regulowały przedewszystkiem stosunek mistrza do ucznia, względnie czeladnika, oznaczały płacę pracowników, obowiązki wobec władzy i ceny wyrobów w celu wykluczenia wzajemnej konkurencji.

Przez ordynację procederową z dnia 17 stycznia 1845 uległy cechy ogólnemu przekształceniu. Niektóre stare cechy zostały rozwiązane i na nowo założone, względnie w razie niedostatecznej liczby członków połączone zostały z pokrewnemi cechami, np. cech kuśnierski - siodlarski - rymarski - powroźniczy.

Wynalazki różnych maszyn na schyłku 19 wieku zastępujących siły ludzkie, podkopały byt rzemieślników tak dalece, że stan rzemieślniczy całkiem podupadł. Zniknęły z czasem różne rzemiosła, a istniejącym jeszcze utrudniają egzystencję wyroby fabryczne nadmierną konkurencją, wskutek czego dawne przysłowie: "rzemiosło ma złotą podwalinę" w duszy niejednego biednego mistrza wzbudza tylko żałosne wspomnienia.

Zatrucie księży. [Winkler: Historische Nachrichten v. Tarnowitz]

Po strzeszczeniu pierwszej ery górnictwa i przeglądzie cechów rzemieślniczych w Tarn. Górach z minionych wieków powracam znów do historji miasta, tak ściśle związanej z dziejami kościoła w powojennych czasach trzydziestoletnich zaburzeń religijnych.

Przodkowie nasi kierowali się według pięknej, chrześcijańskiej zasady, módl się i pracuj. Jak byli pracowici i pilni, tak też pobożni, a modlitwa i praca stanowiły dla nich ten jeden jedyny życiodajny zdrój, z którego czerpali oni otuchę do trudnej mozolnej pracy w górnictwie. Aczkolwiek podzieleni byli na dwa obozy religijne, a po tej i owej stronie panowały jeszcze waśnie, to jednak nikogo nie można posądzić o podłe pobudki, gdyż każdy według swego najlepszego zdania chciał służyć Panu Bogu.

Po śmierci księdza Maciejczyka w r. 1661 przejął tutejszą parafję ks. Jan Ignacy'Klaybor, polecony przez śląską komorę, który z powodu napaści na niego ze strony protestantów musiał opuścić korzystną posadę w Pruśnicach w powiecie Milicz, diecezji wrocławskiej. Pragnął on przyjść między swoich, bo był synem tutejszego rektora (miał jeszcze dwóch braci, będących również księżami, Aleksandra i Franciszka, którzy później tarnogórska parafję prowadzili), lecz protestanci czynili różne zabiegi, aby uniemożliwić jego wprowadzenie.

W dzień jego inwestytury, spożywszy podczas uczty nieco potraw i wypiwszy tylko nieco wina na cześć zaproszonych gości, między którymi także dwóch protestantów się znajdowało, ciężko zachorował nagle przy stole, w następstwie czego w 10 dni później zmarł. Ogólnie twierdzono, że źli i nieprzychylni ludzie go zatruli. Pogrzebano go w kościele parafjalnym przed głównym ottarzem w ostatnich dniach lipca 1662 roku.

Na jego miejsce przybył w sie'pniu 1662 r. ksiądz Marcin Guttman, który wobec protestantów łagodnie i familjarnie postępował, przez co nie zdobył sobie szacunku u katolików, raczej odtrącił ich od siebie; zaś między protestantami zdobył sobie wielką przyjaźń, która atoli zmieniła się w ogólną nienawiść, kiedy celem nawracania ich powołał do Tarn. Gór w r. 1664 jezuitę ks. Abrahamowicza. Nie bez podejrzenia o otrucie, w kwiecie wieku zmarł wskutek nagłej, ciężkiej choroby pod koniec maja 1665 r. Jeszcze dnia 17 maja spełniał wszystkie duszpasterskie obowiązki i był wogóle zdrowym i silnym człowiekiem. Po śmierci opuchnął na całem ciele, tak że w twarzy jego zaledwie człowieka można było rozpoznać.
Zaopatrzony na śmierć, zmarł z prawdziwą skruchą w sercu. Pogrzebano go przed wielkim ołtarzem.

Do dnia 24 czerwca 1665 administrowal w kościele jezuita Piotr Abramowicz, a następnie objął probostwo ksiądz Aleksander Klaybor. O nim późniejszy ks. Franciszek Klaybor pisze: Był on dzielnym i prawdziwie uczonym człowiekiem, dekorowanym najwyższemi godnościami wszystkich wolnych sztuk (był doktorem św. teologji) i u wszystkith wysokich panów chętnie widzianym dla swojej uprzejmości i zdolności w wykonywaniu wielkich zadań. Osobliwie lubianym był od księcia Lotaryńskiego, kadyndata na koronę polską, przebywającego wówczas pewien czas w Tarn. Górach. Równocześnie był proboszczem w Chruszczobrodzie i położył wielkie zasługi w wykorzenianiu protestantyzmu.


PORTAL POWIATU TARNOGÓRSKIEGO
www.tg.net.pl -
www.24.edu.pl - www.gornyslask.net.pl
e-mail | redakcja Portalu Powiatu Tarnogórskiego | reklama na Portalu