Na co stać tarnogórską ciepłownię?

Niedzielne popołudnie, jedna z matek na popularnym placu zabaw w śródmieściu w rozmowie ze znajomym zastanawia się jaki jest dziś stan zanieczyszczenia powietrza. W tym czasie jej dziecko fika koziołki na zbitym, mocno zmrożonym śniegu, śmieje się i rzuca śniegiem w moją równie rozbawioną córkę.
-Dziś jest całkiem dobrze - uspokajam ją przeglądając kilka aplikacji zainstalowanych w smartfonie (niestety dane z pomiarów prowadzonych na zlecenie Urzędu Miejskiego w dalszym ciągu są niedostępne dla ogółu). Wykresy i słupki pokazują umiarkowany poziom pyłów zawieszonych, nieznacznie przekraczający dopuszczalne stężenie.
"Nie można przecież całą zimę siedzieć z dziećmi w domu" - tłumaczy mi z niepewnością w głosie.

W innej rozmowie znajome starsze już małżeństwo skarży się, że już dawno chcieli zrezygnować z opalania węglem (mieszkają w dzielnicy domków jednorodzinnych), ale nie mają możliwości, żeby podłączyć się do miejskiej sieci.
"Zresztą ta nasza ciepłownia nie jest w stanie uciągnąć całego miasta - jest za słaba" - kwitują widząc moje zdziwienie.

Postanawiam sprawdzić tę informację. Wertuję kolejne strony Internetu. Na stronach firmy Veolia nie potrafię doszukać się informacji na temat mocy, czy wydajności tarnogórskiej ciepłowni. Firma Veolia jest właścicielem ciepłowni oraz przedsiębiorstwa wodnokanalizacyjnego.

Po kilkunastu minutach docieram do załącznika do Uchwały Nr VII/95/2015 Rady Miejskiej w Tarnowskich Górach z dnia 27 marca 2015. Dokument ów nosi tytuł "Plan gospodarki niskoemisyjnej dla Gminy Tarnowskie Góry", liczy 151 stron i został wykonany na zamówienie Urzędu Miejskiego przez "Pomorską Grupę Konsultingową" z siedzibą w Bydgoszczy. Dostępny był już 30. kwietnia 2015 roku.

Znajduję także drugi dokument, tym razem załącznik do innej Uchwały Nr XIV/201/2015 Rady Miejskiej w Tarnowskich Górach z dnia 19 listopada 2015. Autorem tego opracowania jest nowopowstała, rodzima spółka o nazwie: "Ekoscan Innowacja i Rozwój sp. z.o.o." z siedzibą w Świerklańcu, a opracowanie opatrzone jest tytułem "Program ograniczenia niskiej emisji dla gminy Tarnowskie Góry".
Obydwa opracowania powstały dzięki dofinansowaniom unijnym i WFOŚiGW, które na ten cel przekazało gminą powiatu przekazało 650 tysięcy złotych. Wszystko dzięki unijnemu Pakietowi Energetyczno-Klimatycznemu.
Zaiteresowanych zachęcam do wnikliwej lektury obydwu opracowań.

Z pierwszego dokumentu udało mi się dowiedzieć, że ciepłownia obsługuje głównie osiedla z wielkiej płyty - Osadę Jana, Lasowice i Przyjaźń. Ciekawym spostrzeżeniem było również, że mimo powstających osiedli szeregowców między latami 2011 a 2013 zużycie gazu na terenie gminy spadło. Autor zastanawia się czego mogło to być wynikiem - może łagodniejszych zim - podejrzewa. Energia słoneczna to zaledwie 0,07% całości pożytkowanej energii, a głównym sprawcą tzw "niskiej emisji" są oczywiście liczne skupiska domków jednorodzinnych. Co chyba nie zaskakuje - dodaje tutaj od siebie.
A! ... i jeszcze jedno, zapomniałbym: pierwsze opracowanie wskazuje, że już w roku 2005 ówczesny Samorząd sygnalizował wyraźnie istnienie problemu niskiej emisji.

Jednakże z tych wszystkich wyliczeń nie potrafię dowiedzieć się kiedy będziemy mogli wreszcie odetchnąć z ulgą czystym powietrzem mieszczącym się w zachodnioeuropejskich normach? Jaka jest faktyczna wydolność tarnogórskiej ciepłowni i czy fakt, że została swego czas sprywatyzowana nie będzie stał teraz na przeszkodzie do jej ewentualnej modernizacji (patrz historia wysypiska przy bylych Zakladach Chemicznych)? Czy zatem potrzeba będzie dziesięciu lat? Czy to za mało? Potrzeba będzie dużo więcej czasu? Póki co sezon grzewczy nadal w trakcie.


Uwaga! Eko Patrol jedzie

Wreszcie jest szansa na profesjonalny monitoring zanieczyszczeń powietrza. Urząd Miasta zareagował na zagrożenie jakie dla zdrowia mieszkańców przynosi wisząca nad głowami chmura smogu. Jednakże metodologia poprawy jakości powietrza jaką na łamach lokalnych czasopism zapowiadają władze miejskie spotyka się z brakiem mojego zrozumienia.
A mianowicie wybrano nowatorską, ciekawą zresztą, metodę pomiaru, która polega między innymi na tym, że bada się zapylenie powietrza ze specjalnego mobilnego czujnika zainstalowanego na latającym dronie. Jest to o tyle dobre, jak zapewnia obsługujący urządzenie Główny Instytut Górnictwa, że unika się oceny powietrza tylko w jednej określonej strefie, a łatwiej zbadać całość obszaru miasta. Co najciekawsze, dzięki tej metodzie, będzie można dosłownie zajrzeć komuś do komina i takie też są plany, żeby wyznaczyć najbardziej zatrute obszary, a także wskazać budynki, kamienice, które emitują najwięcej zanieczyszczeń.
Tutaj pojawię się pomysł Ratusza, który w moim odczuciu może budzić kontrowersje - najczystsze domy, posesje otrzymają w nagrodę drzewka do posadzenia, a palący płytą meblową dostaną karę, czyli mandat.
"(...)Zdecydowaliśmy się na nagrody, aby wzbudzić w mieszkańcach coś w rodzaju konkurencji. Efektem takiego współzawodnictwa będzie przede wszystkim czystsze powietrze." - wyznaje Burmistrz Miasta, pan Arkadiusz Czech.
Dodaje także: "Nie znaczy to jednak, że Straż Miejska nie będzie dawała mandatów za łamanie przepisów. W tym aspekcie nic się nie zmieni."

Czy to zniweluje brak sensownych działań systemowych, administracyjnych? Brak dostępu dość sporych obszarów (nawet w samym centrum) do sieci ciepłowniczej. Przez ostatnie lata brak stosownych subwencji, dotacji do nowoczesnych rozwiązań, ekologicznych kotłów (w Piekarach Śląskich podobne programy działają już od prawie dekady).
Nie można uogólniać, bo często nie status materialny gospodarstwa decyduje o "nawykach", ale też nie można przeoczyć faktu, że opalanie gazem jest znacznie droższe i wygodniejsze, niż chodzenie po piwnicznych schodach z wiadrami z węglem, czy wspomnianymi już powyżej elementami starych meblościanek. Więc chyba nie tędy droga, żeby dodać bogatym, a dowalić ludziom skazanym na byle jakie obyczaje ciepłownicze.

Z drugiej strony - jeśli ta akcja ma rozszerzyć świadomość czy też utworzyć skuteczne narzędzia kontroli trucicieli (myślę tu o np. spalaczach plastikowych butelek), to tego do tej pory brakowało. Więc nie można za bardzo narzekać.
Jednakże muszę jeszcze raz zaznaczyć, że podobne akcje winny być poprzedzone bardzo konkretnymi działaniami formującymi środowisko, które umożliwi ludziom tę "opałową transformację". Dostępna a przede wszystkim przystępna sieć ciepłownicza, oraz potężne ogólnodostępne dotacje do zmian kotłów na nowsze, będą zachętą nie potrzebującą dodatkowych argumentów.. Pieniądze to chyba wciąż najlepsza motywacja dla wielu?

PS Doczytuję jeszcze na innym portalu deklarację Władz, że "(...)nie od razu będziemy karać". Więc może należy jednak porzucić obawy i mieć nadzieję, że to początek sensownych działań i szansa na czystsze powietrze?
Zastanawiam się jednak jeszcze nad tym: czy ów system monitoringu będzie chciał nas ostrzegać przed wyjątkowo wysokimi stężeniami, czy będzie informował o tym, że w danym dniu nie warto wychodzić z dziećmi na spacer albo kiedy przekroczone są normy wymuszające ogłoszenie przez Samorząd alarmu, uruchomienia bezpłatnej komunikacji miejskiej lub nawet odwołania zajęć szkolnych.
Póki co nie mogę znaleźć w Internecie dostępnych danych zarejestrowanych przez te urządzenia.


PM 2,5 - 724%, PM 10 - 492%

W nocy z 18 na 19. grudnia aparat pomiarowy zainstalowany na prywatnej posesji w Suchej Górze tuż przed godziną 23. odnotował przekroczenie dopuszczalnych norm stężenia pyłów zawieszonych: PM 2,5 - 724% i PM 10 - 492%.
Punkt pomiarowy oddalony jest od centrum Tarnowskich Gór o 4 km i jest najbliższym dostępnym czujnikiem w okolicy. Inny czujnik na ulicy Suchogórskiej w Bytomiu oddalony o 6 km od centrum Tarnowskich Gór w tym samym czasie wskazał przekroczenia norm rzędu: PM 2,5 - 852% i PM 10 - 502%.
Co ciekawe czujniki w centrum Bytomia i Zabrza odnotowywały w tym czasie niższe wartości przekroczeń normy.

Zajrzałem także jakie wartości rejestrowały czujniki w Rybniku, mieście które obok Nowego Sącza zostało uznawane za polską stolicę smogu (to tu przed rokiem odwołano zajęcia szkolne z powodu bardzo złej jakości powietrza). Aparat pomiarowy usytuowany w tym mieście na ulicy Gliwickiej wskazywał przekroczenia: PM 2,5 - 805% i PM 10 - 612%.

Wydaje się, że dzięki stronie internetowej "Kanarek jakość powietrza" możemy coraz precyzyjnie określać nasze położenie i zdaje się, że niestety to położenie jest delikatnie rzecz ujmując: nie najlepsze.
Zachęcam Państwa do korzystania z tej aplikacji.
Zastanawiam się także czy nie warto by zainwestować w podobny czujnik. Koszt takiego urządzenia wacha się między 600, a 900 złotych. Błędy pomiarowe to zaledwie 10 jednostek, a więc tę aparaty są dość precyzyjne. Dobrze by było, żeby jeden zainstalowany był także na Tarnogórskim ratuszu.
W innych miastach są już całe sieci tych urządzeń, z których dane bezpośrednio udostępniane są w Internecie. A może ktoś z Państwa się zdecyduje?


"Pył zawieszony PM 2,5 może docierać do górnych dróg oddechowych, płuc oraz przenikać do krwi. Skutki podobne do PM10 przy wysokim stężeniu mogą mieć istotny wpływ na przebieg chorób serca (nadciśnienie, zawał) lub nawet zwiększać ryzyko zachorowania na choroby nowotworowe, szczególnie płuc. Zalecane jest unikanie wysokich stężeń dla kobiet ciężarnych.

PM 10 może zawierać substancje toksyczne (np. benzo/a/piren) metale ciężkie, a także dioksyny i furany. Cząsteczki mogą docierać do górnych dróg oddechowych, a także płuc. Skutkuje to kaszlem, trudnościami z oddychaniem w trakcie wysiłku fizycznego a także zwiększeniem zagrożenia infekcjami układu oddechowego oraz występowania zaostrzeń objawów alergicznych (np. astma, zapalenie spojówek)".

"(...)Naukowcy z Uniwersytetu Montany odkryli, że smog prowadzi u dzieci do zmian w mózgu. Mogą mieć problemy z pamięcią krótkotrwałą, a w testach na inteligencję osiągają znacznie niższe wyniki niż ich rówieśnicy oddychający czystym powietrzem. Dodatkowo u dzieci narażonych na ciągły kontakt ze smogiem obserwuje się zmiany metaboliczne związane z chorobą Alzheimera."




Kalekie pojęcie

O Rosji mówi się, że nie przeżyła epoki Odrodzenia, nie dotarła do niej fala Renesansu. Ma to mieć oczywiście swoje konsekwencje jeśli chodzi o rolę jednostki w tym kraju...
Zastanawiam się: co nie dotarło zatem do Polski? I mam tu konkretne podejrzenia, a mianowicie, praktycznie, odkąd pamiętam, odczuwam coś w rodzaju głębokiego deficytu wolności - owo odczucie jest w zasadzie nieuzasadnione (gdyby zastanowić się nad tym przytomnie). Jednak nie o przytomność tu chodzi, ale właśnie o to co nieuświadomione i niezasadne.
Mam coraz silniejsze przeświadczenie, iż odczuwany deficyt wolności dotyczyć może bezpośrednio samego jej pojęcia. Wszelkie konotacje, asocjacje, skojarzenia i doświadczenia jakie determinuje przywoływanie słowa "wolność", w języku polskim nieuchronnie prowadzą człowieka mojego pokolenia do Mickiewicza, Herberta, do ojców założycieli Solidarności. Jednak dziwnie zapominam postać Sartre'a, Kirkegaarta - nie wyczuwam przebudzenia, a tylko obowiązek jaki przynosi owe słowo. Obowiązek jednak to nie to samo co odpowiedzialność. Obydwa pojęcia mają nieco inny zakres, a godzą się ze sobą tylko w niektórych kwestiach.

Widzę jakimi aspiracjami dzisiejsze polskie społeczeństwo próbuje zdążyć za marzeniami o domkach na przedmieściach, jak ludzie mieszczą się i stają się na miarę salonów piękności, gabinetów biologicznej odnowy, siłowni świątyń ciała (bynajmniej nie próbuję tutaj napisać, że to coś złego, raczej akcentuję tylko ten rodzaj powierzenia się, zaufania, przystąpienia jaki towarzyszy zjawisku). Widzę także jak wciąż dają się porwać suchej namiętności - monstrum ideii, młodzi, dorośli i starcy, głupiejąc do cna byle tylko zaczerpnąć ułudy, uzyskać przeświadczenie o sensie życia i wyższej konieczności (uczestniczę w tym procederze aktywnie) Iub dla odmiany tylko zbrylają się w grupy, tworząc nowe świeckie rytuały, obywatelskie, mieszczańskie i inne obrzędy, które w swojej powierzchowności czynią z nich pacynki, masonerię pacynek - smutny ekwiwalent wspólnoty - stawiają pomniki, obeliski, figurki - cielce różnej prowiniencji i formy. To coś jak rodzaj hibernacji - dysfunkcja słowa "wolność" ma takie właśnie konsekwencje - ten stadny obezwładniający zew zlewa nas w jednorodną masę. Nie zmienią tego żadne kampanie, rewolty albo siłowe rozstrzygnięcia - krucjaty wolności. Nie tędy droga. Ucieczka..., a może raczej: ów wybór musi być ostateczny i samotny jak śmierć, nikt za nas nie może tego zrobić lepiej.

Wesołych świąt, spokojnych.


"Polak w angielskim świecie. Joseph Conrad w oczach Zachodu"

Już w najbliższy wtorek, 5. grudnia gościem Salonu literackiego Andrzeja Kanclerza, przy Tarnogórskim Centrum Kultury, będzie dr Karol Samsel, poeta, historyk literatury, filozof, wykładowca uniwersytecki związany z UW, autor wielu publikacji naukowych, a także członek Polskiego Towarzystwa Conradowskiego.
Rozpoczynający się lada moment grudzień jest ostatnim miesiącem upływającego właśnie Roku Josepha Conrada, stąd też ta właśnie tematyka wykładu - " Polak w angielskim świecie. Joseph Conrad w oczach Zachodu".
W drugiej części spotkania Karol Samsel przeczyta kilka swoich wierszy z najnowszej książki.
Zapraszam także przed odbiorniki radiowe, bo już niebawem na antenie Radia Katowice wraz z Karolem będziemy gośćmi Artystycznych Spotkań.

Początek wtorkowego spotkania o godzinie osiemnastej. Serdecznie zapraszam.
Poniżej umieszczam link do archiwalnego wydania programu "Pegaz" z udziałem Karola Samsela. Bardzo ciekawa rozmowa dotycząca twórczości Conrada. Polecam

https://vod.tvp.pl/video/pegaz,05012017,28240089


Good Morning, Vietnam

Szanowni Państwo, żyjemy na rubieżach wielkiej aglomeracji miejskiej i jeśli nawet sami uporalibysmy się z problemem niskiej emisji (a dotychczas w tej sprawie robiono u nas naprawdę niewiele), to przy lekkim południowym wietrze i tak będziemy oddychać spalinami Bytomia, Piekar Śląskich (choć Ci akurat zasługują na słowa uznania, bo stosowne programy wdrażane są tam od ponad dziesięciu już lat) i Zabrza. Nie czarujmy się, Bytom i Piekary są numerami jeden na listach miast "zwijających się" i pozbawionych perspektyw. Trzeciego grudnia mieszkańcy Bytomia będą odwoływać swojego prezydenta, który oskarżany jest o to, że zezwalał na składowanie niebezpiecznych odpadów w centrum miasta (między innymi w pobliżu hipermarketu M1). To atmosfera, która raczej nie pozwala patrzeć z optymizmem w przyszłość. Wydaje się, że w tej sprawie trzeba myśleć szerzej i działać zespołowo, bo nie da się przecież postawić muru, który stanie na drodze powietrzu.

Szczęśliwie przestaliśmy już chyba bagatelizować ten problem i mylić zjawisko smogu ze zwykłym "smrodem z pieca" - to wbrew pozorom duży krok naprzód. Trzeba teraz, póki co, propagować i promować noszenie masek antysmogowych. Wydaje mi się, że szczególnie w tak małych ośrodkach miejskich ludzie wciąż wstydzą się w ten sposób chronić swoje zdrowie, a także swoich bliskich. Apeluję tu do władz i lokalnych mediów, działaczy, żeby rozpoczęły kampanię mającą na celu przełamać ten wstyd.
Może pomogłaby akcja typu: "zrób sobie selfie w masce przeciwpyłowej".

Stacji pomiarowej, która by na bieżąco podawała rezultaty pomiarów pyłów zawieszonych w powietrzu tutaj nie ma i chyba raczej w najbliższym czasie nie będzie. Pobliskie ośrodki jednak alarmują notując coraz to wyższe poziomy zanieczyszczeń.
Nam pozostaje jednak tylko wciąż zdrowy rozsądek jako probież. Jednak jak długo uda nam się go utrzymać w przytomności skoro odychamy trucizną, a wody gruntowe zasila rodzime składowisko odpadów chemicznych? W takich warunkach naprawdę trudno na trzeźwo mówić o miejscu przyjaznym do życia.

Dołączam zdjęcie wieżowców na Osadzie Jana spowitych pierwszym, porannym smogiem w tym sezonie.




Persona non grata

Małżeństwo może nauczyć człowieka, że w rzeczy samej mało istotne bywa to kto tak naprawdę ma rację, a wymiana argumentów bynajmniej nie prowadzi ku temu żeby cokolwiek rozwikłać, wyjaśnić, a już na pewno nie ma na celu zażegnania konfliktu. Dlatego często najzdrowszym z rozwiązań bywa kapitulacja z własnych ambicji, pretensji i oczekiwań. Bo przecież nie ma też niczego takiego jak zewnętrzny, obiektywny arbitraż. Jest tylko goła racja wspólnej egzystencji - szczęśliwej lub ciężkiej do zniesienia.
Czy zatem mój głód Mędrca, mędrca jako instytucji, jest aby możliwy do nasycenia, czy może raczej jest tylko przejawem własnej bezsilności i dezorientacji? Choć przecież rola mędrca to nie jest rola naiwnie oczekiwanego arbitra lecz prędzej rozjemcy - człowieka, którego myśl podąża drogą łagodności i prowadzi do głębokiego doświadczenia wspólnoty. Faktem jest, że podobne postaci rozpoznaje się głównie na kartach literatury w osobach żydowskich cadyków, indiańskiej starszyzny, Anzelmów Bohatyrowiczów pamiętających idyllę szczęsnej wspólnoty.
Dzisiejsza, polska rzeczywistość oferuje nam wyłącznie coś w rodzaju atrapy Mędrca, a w zasadzie jego karykaturalną interpretację jaką stanowi figura "Autorytetu". Mam tu na myśli ten rodzaj autorytetu, który z cicha, porozumiewawczo wyprzedza przymiotnikowe zapewnienie: "nasz" - w rozumieniu zgodny z naszą wizją, światopoglądem, polityką. Owa postać jest wytworem naszych oczekiwań, marzeń o tym, ze istnieje ostateczne zwycięstwo naszej racji. Nic bardziej zwodnego nie może przydarzyć się wolnemu intelectum - jeśli da uwieść się tego rodzaju pokusie.
Minione dwudziestopięciolecie powołało do istnienia także inną, powszechną figurę - mianowicie mam tu na myśli rolę "Persona non grata" - osoba niepożądana, a przeto wyłączona "bezpiecznie" ze wspólnoty. Dokonuje się tego za pomocą ośmieszenia, wyszydzenia, a najlepiej skierowania wprost do sołżenicynowskiej psychuszki. Dzięki tej figurze można jeszcze bardziej pogłębić swoje przeświadczenie o własnej racji zachowując jednocześnie poczucie, że owa racja jest wspólną, wspólnotową, bo Ci co wyrzuceni, umieszczeni w przedmiocie instytucji "Persona non grata" w zasadzie nie istnieją jako podmiot wspólnoty. Ba! Nie w zasadzie - na pewno - Ot, dla dobra "djemokracji".
Persona non grata, to pozycja niebezpieczna w swych konsekwencjach, bo kiedy tylko grupa, podmiot wydrze się z jej okowów lub zwyczajnie dorwie się do władzy, do głosu, przychodzi czas odwetu, w jej mniemaniu czas zadośćuczynienia, rozliczenia krzywd. Co owocuje tylko pogłębieniem patologii, a może po prostu jest jej immanentną eskalacją - wyjściem choroby na zewnątrz.
Były Prezydent Aleksander Kwaśniewski w jednym z niedawnych wywiadów przyznaje, że III Rzeczpospolita przegapiła interesy sporej grupy swoich obywateli - nie wszyscy złapali się na ten projekt. Mówi o tym jakby to był błąd przy pracy.
Nasuwa się więc pytanie: Czy zatem konstrukcja okrągłego stołu, przez błąd lub premedytację, miałaby okazać się tylko projekcją, fikcją? Wszakże rycerze króla Artura przystępowali do niego jako równi sobie. To był główny cel powołania takiej figury, takiego mebla. Co zatem zawiodło? I kto zdoła teraz napić się ze świętego Kielicha?
A może demokracja, jako system partyjny, jest w swojej naturze zbyt "kanciata" i próba posadzenia jej przy antycznym meblu, wystruganym u zarania wielkich, europejskich monarchii jest zabiegiem przypominającym słynny problem z kwadraturą koła, czyli przedsięwzięciem z góry skazanym na porażkę? - tak twierdzi jeden z moich znajomych.
Czy więc jedynym remedium na niedostatki demokracji miałaby być dojrzałość osobowa i społeczna narodu - wszak to beznadziejna, przerażająca konstatacja.

"Starszyzna obecna w nas wie, że nie istnieje ostateczną racja, gdy w grę wchodzi otwarty konflikt stron. Poczucie słuszności pojawia się tylko w związku ze wspólnotą, wraz z wewnętrznym spokojem umysłu, rozwijającymi się i trwałymi relacjami oraz pracą że światem, która przekształca napięcia istniejące między grupami."
A. Mindell "Lider mistrzem sztuk walki. Wstęp do głębokiej demokracji." Warszawa 1992




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |