Drogie panie - nie dajmy się odstawić na boczny tor

Mimowolnie zetknęła się z dniem powszednim ludzi starych. Celowo używam określenia „człowiek stary”, określenia, które nie ma dobrego miejsca w społeczności. A określenie to w kulturze starożytnej oznaczało człowieka mądrego, doświadczonego, godnego szacunku. I tak być powinno. A tymczasem u nas człowiek stary spychany jest na margines. Jeśli dopisuje mu zdrowie to może jeszcze zająć się wnukami, przypilnować domu ect. Czyli pełnić rolę służebną w stosunku do młodych. Dlaczego tak jest! Bo dajemy, my „starzy” na to przyzwolenie. Czas najwyższy, by samemu o sobie decydować. Dajmy sobie prawo do wolności czyli prawo wyboru, prawo do decydowania o sobie, prawo i przyzwolenie na popełnianie błędów i poszanowanie tego, co się ma.

Zacząć trzeba od polubienia siebie, od wyzbycia się myśli, że życie minęło, teraz już tylko...!!! To, co rzeczywiście minęło to pogoń: za karierą, dorabianiem się, sławą. Zamiast tego nauczmy się rozkoszować każdą chwilką, każdym dniem, bo to jest właśnie szczęście tu i teraz. Carpe Diem! Przed kilkoma dniami obejrzała film o kobietach, którym się wydawało, że wszystko już „przeminęło z wiatrem” a potem zmieniły zdanie. Film jak każda amerykańska komedia, ale skłaniał do refleksji, że kobieta w każdym wieku może sobie zafundować dobre, przyjazne życie.

Apel do wszystkich pań. Nie dajmy się odstawić na boczny tor. Panowie dziennikarzy mówiący o dwóch paniach, które obezwładniły napastników - „dwie staruszki” są po prostu bardzo źle wychowanymi dupkami. To samo określenie dotyczy wszystkich tych co to „przecież to im nie uchodzi”. Co uchodzi, a co nie – to nasza decyzja. Miłe panie – świat nie jest przyjazny paniom w „pewnym wieku” dlatego bądźmy dla siebie samych i reszty pań przyjazne i rozpieszczajmy się.

Jedna z Was – Alfreda Garczarek-Bendkowska




Uwagi na temat felietonu ks. prof. Adama Bonieckiego

Przyszła w końcu wiosna. Zrobiło się ciepło i miło. „Rozstałam się” z mediami i teraz, i tu miało mi być tak dobrze, że już lepiej być nie może czyli bezmyślne przeżywanie chwili. Czyli momenty szczęścia. Nic tu nie pokręciłam – wyłączenie myślenia jest gwarantem doznania szczęścia. Włączysz myślenie i co? Rozważanie, ocenianie, planowanie czyli po balu, gdzie jesteś błoga chwilo?

Wracam do tematu: dlaczego nie udało mi się by słuchając Benny Goodmana czy Cesárii Évory mieć tylko jedną myśl w głowie: chwilo trwaj! Stało się za sprawą ks. prof. Adama Bonieckiego. Nie rozstałam się z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Polityką” (to jedyne gazety jakie czytać można i zaczęłam lekturę (jak zawsze) od felietonu księdza profesora (TP z 8 kwietnia 2018 ). „Człowiek? Nie człowiek? Oto jest pytanie”. Po raz pierwszy nie zgadzam się z człowiekiem, którego od wieków darzę szacunkiem i podziwem.

Mojego poruszenia nie wywołała treść felietonu tylko stanowisko ks. prof. wobec manifestacji kobiet pod rezydencjami biskupimi. Zrobiło mi się bardzo przykro. Przecież tam były również katoliczki (może nawet większość). Zaczęłam się zastanawiać; 1,2 miliarda katolików na świecie – w tym więcej niż połowa to kobiety. O tym, co się w Kościele Katolickim dzieje w 100% decydują mężczyźni.

Bóg stworzył ludzi i zróżnicował ich tylko pod względem płci. Nie stworzył mężczyzny – pana i władcy i kobiety – podległej i podporządkowanej. Czy należy się dziwić, że kobiety chcą – no właśnie czego chcą – równouprawnienia? Gdyby Panowie na całym świecie życzliwie popatrzyli na ruch kobiecy w tym również na znienawidzone przez Kościół feministki to zobaczylibyśmy, że nie chodzi o odbierania mocy mężczyznom, o walkę z nimi i branie wszystkiego na własne barki tylko właśnie o równouprawnienie.

Bóg powierzył kobiecie najistotniejsze zadanie – rodzenie dzieci i to powinno wyznaczać jej miejsce w hierarchii społecznej. Panowie – ci w togach, w sutannach, mundurach, garniturach i dżinsach – pomyślcie chwilę ile zawdzięczacie kobietom i nie odmawiajcie nam praw ludzkich i boskich.

też kobieta – Alfreda G. Bendkowska

PS. Jednak coś miłego, dobrego się dzieje – odnowa Staszica. Przechodząc obok budynku szkoły popatrzcie na rusztowania – serce rośnie!




Polityka historyczna czy historia polityczna

Wiosna się zbliża, za pasem święta wielkanocne i niebawem śpiewać będziemy „witaj majowa jutrzenko”. Dlatego chciałam napisać coś wesołego, sympatycznego pod hasłem: „wszyscy uśmiechamy się do wszystkich” a tu wracam do kraju po miesięcznej nieobecności i co widzę i słyszę?! Trąby jerychońskie polityki historycznej. Degradowanie „pachołków Stalina”, „Żydzi na Madagaskar”, „Niemiec nie będzie...”, „Ukrainiec niech pamięta jakiemu panu czyścił buty”. Wszystko z odnośnikiem do przeszłości, czyli historii.

Co z tą historią? Przypomniałam sobie, jak kiedyś (dawno temu) profesor Kieniewicz na zjeździe Polskiego Towarzystwa Historycznego mówił o niebezpieczeństwie wykorzystywania historii w polityce. Mówi, że stwarza się wtedy fałszywe wspomnienia, zaognia stare rany, burzy spokój. Doprowadzić można do powstania manii wielkości bądź prześladowczej u całych narodów. Jak u nas tu i teraz. Tak się dzieje, jeżeli traktujemy historię jak dzieje niezwykłe, któe tylko nam się niezwykle przydarzyły.

A historia jest zwykłym przekazem tego, co się stało. My powinniśmy to poznać, zrozumieć ile się da i może nie popełniać starych błędów. To co się wyprawia tu i teraz to nie polityka historyczna tylko historia polityczna ponieważ w sposób arogancki interpretuje się historię tak, by pasowała do kreowanej rzeczywistości. Tak się nie robi Panowie, to jest nieprzyzwoite. Najbardziej nieprzyzwoite to to wszystko, co ma związek z nową ustawą o IPN. Nie zaklinajmy się, że w Polsce nie ma antysemityzmu. Złogi antysemityzmu tkwią w nas od wieków, tak długo, jak długo są Żydzi na ziemiach polskich. One tylko czasami są przysypywane popiołem, by przy każdej sprzyjającej okazji wyjść na światło dzienne. Tak jak teraz.

Złogi te tak długo będą żyły, dopóty wspólnie nie powiemy sobie wszystkiego: całą prawdę – nie naszą interpretację prawdy tylko nagą prawdę. Dotyczy to nie tylko kwestii żydowskiej; również ukraińskiej i niemieckiej. Ponieważ wygram każdy konkurs na naiwność, wierzę że takiego pojednania jednak dożyję. Zastanówmy się każdy dla siebie i zbiorowo co na daje to rozdrapywanie starych ran, to pokazywanie tragizmu naszych losów z pokolenia na pokolenie i przez ten pryzmat patrzenie na świat. Niech współczesną polską politykę i percepcję świata definiują nasze sukcesy (a mamy ich dużo). Nasze położenie geopolityczne wyznacza nas wprost do bycia klamrą między Wschodem a Zachodem Europy, a nie odwiecznym matecznikiem niepokoju między tymi i tamtymi.

Ponieważ miało być przyjemnie to trochę będzie. Wczoraj, to jest 10 marca byłam na przedstawieniu kabaretu Zenona Laskowika. Byłam przekonana, że nie ma i już nie będzie dawnego polskiego kabaretu, że już tylko wzdychać będę gdzie ci dawni mistrzowie Dziewoński, Skrzynecki, Przybora, Lipińska, Fedorowicz. I jest Fedorowicz u Laskowika, a Laskowik – jak za dawnych lat i jeszcze jeden równie wspaniały (nowy – zapomniałam nazwiska). Dwie godziny zaśmiewania, ale i chwile do refleksji. A Jacek Fedorowicz – mój rówieśnik – nie do wiary, że można ciągle aż tak!!! Dziękuję Panowie!!! Jeszcze na koniec – odnośnie Staszica – ostatni etap w toku. Dlatego bardzo proszę o 1%, bo będzie bardzo potrzebny (nie wspomnę o darowiznach).

Z życzeniami roześmianych, uroczych Świąt




Rok 1918 i rok 2018 – rok stulecia

Rok 1918 i rok 2018 – rok stulecia. Czy mamy pełną jasność, co będziemy świętować i jak będziemy świętować? 200 mld z budżetu państwa na obchody, miliard dla mediów rządowych na rok 2018 – bardzo dużo; co z tego można zrealizoać? Czy „odnowienie ślubowania” - drogi od Piłsudskiego i Dmowskiego do PiS-owskiej prawicy jako spadkobierczyni niepodległościowej tradycji, która obecnie się odradza. Kto i w jaki sposób pospieszy tą drogą? Narodowcy 11-go listopada – będzie ich na pewno ponad 100 tysięcy z hasłami.

Zaproszenie z kancelarii prezydenta na główne obchody – wszystkich byłych prezydentów i premierów – co będzie, jak ci niepoprawni politycznie nie będą chorzy i nie odmówią? Co opozycja: czy zorganizuje alternatywne efektywne obchody i zlekceważy „państwowe” albo mimo własnych będzie również uczestniczyć w tych „państwowych”?

Ważniejsze jednak od tego „jak” jest „co”. Czy będziemy świętować mity z lat 1918 – 90 i II Rzeczpospolitej, czy oddzielone zostaną mity i przypomniana zostanie twarda rzeczywistość, rzetelnie i uczciwie – co spraw Panie. Mam nadzieję, że pojawią się w obchodach ojcowie Niepodległości – ci zapomniani – Ignacy Daszyński z Tymczasowym Rządem Ludowym Republiki Polskiej z ogłoszonym 11 listopada 1918 roku manifestem „Do Ludu Polskiego”. Wincenty Witos z Polską Komisją Likwidacyjną. Mam nadzieję, że rzeczywista ludowa historia tamtych lat pojawi się obok polityczno – militarnej historii. Mam nadzieję, że w porządku symbolicznym obok szlacheckiego dworku (najbardziej lubiony obecnie locus polskości) pojawi się folwark z czworakami i wieś z kurnymi chatami.

Mam nadzieję, że obok Polaków pojawią się Ukraińcy, Białorusini, Żydzi, Litwini, Ormianie, Tatarzy, Łotysze, Niemcy – bo w tej Polsce byli. Mam nadzieję, że będzie również w obchodach dekret Naczelnika Państwa z 28 listopada 1918 roku o równouprawnieniu kobiet w wyborach. Nic tak nie poruszyło polskiego proletariatu, jak ów dekret. Nadzieja umiera ostatnia (pono! ) dlatego coś się z tego spełni (oby! ).

PS Odnośnie mitów 1918 roku i II Rzeczpospolitej jeżeli ktoś ciekaw to proszę o kontakt: portal@tg.net.pl.

Z wyrazami życzliwości




Dzisiaj będzie o listopadowej nostalgii

W listopadzie, w listopadzie smutek liście w polu kładzie
Po nim smętne kroczą wrony
Czarne to to, smutne i w ziemi się dłubie
A ja mam taki gust wypaczony
Że lubię listopad i wrony...

Zamiast żałobne kiry wdziewać, zamiast jęczeć, że chłodno, głodno i do domu daleko spróbujcie inaczej. Listopadowy wieczór długo. Trzeba w wygodnym fotelu z lampką dobrego wina zasiąść (najlepiej przed kominkiem, w tle Bułat Okudżawa) i pomyśleć czego mi żal. Czy to może ta niezrealizowana wyprawa koleją transsyberyjską, bo nie napisałam książki a mogłam (gorsze nieudaczniki piszą) a szefem korporacji to został ten głąb (nazwisko powszechnie znane) a nie ja, dlaczego nie poszłam za tym legionistą boso przez pustynię po śniegu... Po trzech lampkach (więcej nie radzę – rozmazuje się makijaż i charakter) i to w tym momencie kiedy Bułat głosem rozrywającym serce na strzępy powie "cудьба наша это борьба" (los nasz to walka), ockniemy się i … Ta kolej transsyberyjska to mit, więcej tam pcheł w wagonach i pijanych mołojców niż romansu, książkę jeszcze mogę napisać i to niejedną, korporacja – niewolnicza służba a to z tym legionistą to było tylko piękne na filmie w wykonaniu Marleny Dietrich.

I już odpłynęły nasze smutaski w siną dal, w siną dal za ułudą której wcale nie jest żal. Innym wzrokiem patrzymy na listopad, na przyrodę która żegna się z nami, by powrócić do nas w feerii barw za kilka miesięcy. I na to czekajmy.

PS. Wspaniałym wypełniaczem długich listopadowych wieczorów są spotkania, kolacje (we dwoje, w czworo lub w zgromadzeniu ogólnym – według potrzeb), kino, kawiarnia i spacer; pofolgujmy naszej fantazji. Czego Wam serdecznie na listopadowe wieczory życzy
Alfreda Bendkowska



Niewesoły scenariusz w pięciu odsłonach

Ostatnio stan mojej duszy daleki jest od optymizmu. By nie popaść w otępienie i marazm duchowy, postanowiła napisać scenariusz. Może to być sztuka teatralna, może film – wolna droga wyboru. Czas i miejsce akcji: rok 1945 – lipiec. Konferencja poczdamska. Najwięksi z wielkich tego świata położyli topór między dwoma krajami – Polską i Niemcami. Tym toporem jest Odra, Nysa Łużycka i Zalew Szczeciński. Tak ma przebiegać granica ADMINISTRACYJNA między sąsiadami. To co na wschód od niej – pod administracją polską, co na zachód – radziecka strefa okupacyjna (n.b. Reparacje wojenne miał ZSRR „ściągnąć” sobie z tych ziem, uwzględniając również reparacje dla Polski.

GRANICĘ PAŃSTWOWĄ miała ustalić konferencja pokojowa (to co prawnie rozumie się przes konferencję pokojową nie odbyło się do dnia dzisiejszego). Ówczesna władza polska jak Polska długa i szeroka wpajała: „Ziemie Odzyskane, powrót na prastare Ziemie Piastowskie”. Z drugiej strony po 1949 roku kanclerz Konrad Adenauer równie gorliwie wmawiał: „Nigdy więcej drang nach Osten, musimy stworzyć silne państwo niemieckie ZACHODNIE”.

Odsłona druga.
Mijają powojenne lata, zimna wojna. Dwa wrogie obozy polityczno – militarne. Pokój kilka razy wiszący na cienkim włosku. Ale powoli coś się odwilża. Mamy rok 1970 – kanclerz Willy Brandt i I sekretarz Edward Gierek podpisują „układ graniczny” jak również zrzeczenie się reparacji wojennych.

Potem przychodzi rok 1990 – kanclerz Helmut Kohl i premier Tadeusz Mazowiecki już w zupełnie innej Polsce i w zjednoczonych Niemczech potwierdzają to z roku 1970-go. Głęboki oddech – pełna euforia!!!

Odsłona trzecia – 2017 rok.
Niemcy są nam winni reparacje wojenne! - około 5 bilionów (euro, złotych, dolarów?). Musimy wyegzekwować co nam się należy. Ponieważ tę odsłonę, jej treść ze wszystkimi detalami wszyscy dokładnie znają, przejdę do odsłony czwartej.

Odsłona czwarta.
Program przedstawiony przez p. Jarosława Kaczyńskiego został przyjęty z ogromnym aplauzem przez prawdziwych Polaków. Każdy prawdziwy Polak wie, że to nam się należy i z żelazną konsekwencją trzeba to wyegzekwować. Co nas obchodzą jakieś układy zawarte przez sprzedawczyków, komunistów i tym podobnej proweniencji zdrajców ojczyzny... Każdej nocy śni mi się ten sam horror; na zachód od Odry pojawia się wódz, który mówi to samo: co nas obchodzą jakieś układy zawarte przez pożal się Boże demokratów socjalnych, wracamy do postanowień z 1945 roku – to nasze ziemie i muszą wrócić do nas...

Odsłona piąta.
Z biciem serca czekam na rozwój wypadków. Patrząc na ostatnie wyniki wyborów w RFN-ie ci niebezpieczni będą w parlamencie. Jedyna nadzieja, że ster rządu pozostał w rękach kobiety mądrej, bardzo mądrej. Pani kanclerz – życzę Pani końskiego zdrowia i tyle rozsądku, ile głupoty w głowie wszystkich pomyleńców. Oby mój sen się nie ziścił.

PS. Gdyby, co nie daj Boże, ci pomyleńcy z zachodu stanęli nad Odrą, radzę panu Macierewiczowi postawić dzielnych, wspaniałych żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej nad Odrą, a w pierwszym szeregu idących na bój postawić hoże, jędrne polskie dziewuchy – to będzie dobre na Hansów i Helmutów – sukces murowany, jak babskie wojsko izraelskie w wojnie z Arabami.




Zniewolenie kulinarne - Sheraton i nie tylko

Kanikuła „idzie” na całego. Wysokich temperatur przysparza nam nie tylko aura, ale nie o tym będę pisać. Temat do pisania dała mi kolacja w hotelu Sheraton pod Wawelem, a raczej dyskusja na temat owej kolacji w gronie kilku Krakusów, którzy się na sztuce kulinarnej wyznają. Moje zdumienie i oburzenie spowodowane ową kolacją sięgnęło zenitu. Przerost absolutny formy nad treścią.

Forma to sposób podawania i ceny, treść – zawartość talerza. Przykład: „melon w szynce parmeńskiej” - na ogromnym talerzu pokrytym kropami i esyfloresam, na środku leżał „słupek melona” mający u góry i na dole dwa skrawki szynki. Ponadto przykryty był rzuconym pewnie z wielkim rozmachem garścią łodyżek rozmarynu – cena 55 złotych. Poprosiłam kelnerkę o grzankę i zostałam poinformowana, że za grzankę muszę zapłacić oddzielnie, bo nie jest w zestawie. Panie, Ty widzisz i nie grzmisz. Inny komentarz zbyteczny. Nie będę opisywać dań innych, no może jeszcze deser w postaci bezy wielkości dużego paznokcia za 40 złotych.

Po co to wszystko piszę? By uzmysłowić nam nowe zaczynające się panoszyć zjawisko powstania kasty kucharzy – artystów tworzących dzieła, które Ty prostaczku masz nabożnie podziwiać a nie, byś się najadł (to przecież prostackie). Gdyby to był pojedynczy casus dałabym spokój, ale „przetestowałam” osiem restauracji z górnej półki i wszędzie to samo, a w jednej na moją uwagę, że z tym befsztykiem coś nie tak, zostałam pouczona z „wysokości” - „tak się podaje”. Może się komuś wyda to wszystko błahym. A tak nie jest. Zaczynamy być i na tym polu zniewalani; narzuca się nam co i jak mamy jeść. Nie dajmy się zwariować. W restauracji jestem gościem, a nie przedmiotem artystycznych eksperymentów pana kucharza (może oni już nazywają się inaczej a ja prostaczek tego nie wiem). I tak się trzymajmy, czego sobie i Wam życzę.

PS. Polecam gorąco lekturę: Hannah Arent – Banalność zła – to o zniewoleniu.




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |